Brytyjski rząd postanowił wsadzić kij w mrowisko – i to niemały – proponując nowe przepisy dotyczące sztucznej inteligencji. Główne założenie? Pozwolić firmom technologicznym trenować swoje algorytmy na utworach chronionych prawem autorskim bez wcześniejszej zgody twórców. Opcja „opt-out” dla artystów i wydawców, choć brzmi jak kompromis, w praktyce może stanowić dla nich problem.
Krytycy nie przebierają w słowach. Beeban Kidron, brytyjska polityczka i obrończyni praw artystów, nazwała propozycję „bardzo rozczarowującą”. Wydawcy książek z kolei określili ją jako „nieprzetestowaną i pozbawioną dowodów”. Nowe przepisy mają na celu rozwiązać narastający konflikt między twórcami a firmami rozwijającymi AI. Jednak według niektórych wygląda to raczej jak „rozdawanie dorobku brytyjskich artystów i kreatywnych za darmo”. A warto przypomnieć, że sektor kreatywny przynosi brytyjskiej gospodarce aż 126 miliardów funtów rocznie.
Proponowane prawo pozwala artystom „zarezerwować swoje prawa”, czyli zadeklarować, że ich prace nie mogą być używane w treningu modeli AI. Problem? Takie systemy, zdaniem wielu ekspertów, faworyzują największych graczy na rynku, podczas gdy mali twórcy pozostają bezbronni. Dan Conway, szef Stowarzyszenia Wydawców, twierdzi, że nie przedstawiono żadnych solidnych argumentów za wprowadzeniem nowego wyjątku od praw autorskich.
Chris Bryant, minister odpowiedzialny za ochronę danych, broni propozycji, nazywając ją „win-win” dla obu stron. Jego zdaniem nowe przepisy dadzą twórcom większą kontrolę nad ich dorobkiem, a jednocześnie umożliwią AI firmom legalne korzystanie z treści. Bryant widzi tu nawet „potencjalnie nowe źródło dochodu” dla twórców.
Firmy technologiczne, reprezentowane przez organizację Tech UK, z zadowoleniem przyjęły konsultacje. Dla gigantów, takich jak Google czy OpenAI, zmiana prawa oznacza możliwość legalnego korzystania z ogromnych zbiorów treści. Oczywiście pod warunkiem, że będą bardziej transparentne – rząd oczekuje od nich informacji o tym, co trenuje modele AI i w jaki sposób pozyskują dane.
Ed Newton-Rex, kompozytor i jeden z liderów ruchu na rzecz sprawiedliwego traktowania twórców, organizuje opór. Jego apel podpisało już ponad 37 tysięcy artystów, w tym Thom Yorke z Radiohead czy aktorka Julianne Moore. Zdaniem Newton-Rexa mechanizm „opt-out” jest niesprawiedliwy, a niekontrolowane korzystanie z dzieł przez AI stanowi „poważne i niesprawiedliwe zagrożenie dla artystów”.
Konsultacje poruszają też inne kwestie, w tym wprowadzenie „prawa osobowości” na wzór amerykański, które chroniłoby głosy i wizerunki celebrytów przed nieautoryzowanym wykorzystaniem. Przykład Scarlett Johansson, której głos podejrzanie przypominał asystenta OpenAI, pokazał, jak cienka jest granica między inspiracją a naruszeniem praw.
Czy nowe prawo znajdzie równowagę między rozwojem AI a ochroną twórców? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – konflikt między artystami a firmami technologicznymi dopiero nabiera rumieńców.