Zbliżające się wybory prezydenckie w USA w 2024 roku to temat, który spędza sen z powiek nie tylko politykom, ale i firmom z branży półprzewodników. Na globalnym rynku chipów każdy ruch Stanów Zjednoczonych, nawet polityczne przepychanki, może sporo namieszać. Obaj główni kandydaci, były prezydent Donald Trump oraz obecna wiceprezydent Kamala Harris, dobrze rozumieją wagę półprzewodników dla gospodarki cyfrowej i bezpieczeństwa kraju, ale ich wizje, co do dalszego kierunku USA, wyraźnie się różnią.
Wiceprezydent Harris, jako kandydatka Demokratów, zapowiedziała, że „to Ameryka, a nie Chiny, wygra wyścig o dominację w XXI wieku”. Jej kampania skupia się na dalszym rozwijaniu polityki półprzewodników, wdrożonej za prezydentury Joe Bidena, której fundamentem było m.in. wprowadzenie ustawy CHIPS Act, zapewniającej miliardy dolarów wsparcia dla produkcji chipów w USA, a tym samym AI.
Trump natomiast, w swym klasycznym stylu, z energią lansuje pomysł drastycznych ceł na importowane chipy, szczególnie te z Tajwanu. Niedawno na podcaście „The Joe Rogan Experience” stwierdził, że „Tajwan kradnie amerykański przemysł chipów” i zaproponował taryfy tak wysokie, że – jak mówi – „firmy będą wolały produkować chipy u nas za darmo”.
Za kadencji Bidena, amerykańska strategia chipowa zakładała utrzymanie i poszerzenie polityki poprzednika. W praktyce oznaczało to m.in. nałożenie dodatkowych 18 miliardów dolarów w nowych cłach na import z Chin i ograniczenie inwestycji w chińskie sektory technologiczne, w tym sztuczną inteligencję oraz komputery kwantowe.
Mimo wielkich inwestycji i nacisków, Stany Zjednoczone nadal pozostają mocno zależne od zagranicznych dostawców chipów, w szczególności od Tajwanu, który produkuje niemal 60% globalnej podaży półprzewodników i aż 90% najbardziej zaawansowanych chipów wykorzystywanych w sztucznej inteligencji. W sytuacji wygranej Trumpa, na Tajwan może spaść ekonomiczny cios, którego odczują też globalni giganci jak TSMC, dostarczający najnowsze chipy takim firmom jak Nvidia czy Apple.
Bez względu na wynik wyborów, branża chipowa ma na co czekać, bo przyszłe decyzje polityczne USA mogą przetasować nie tylko światowy rynek, ale i pogłębić złożone relacje z Chinami oraz Tajwanem. Półprzewodniki, będące fundamentem dzisiejszej technologii, znów stają się kluczowym elementem nie tylko rozwoju, ale i geopolityki – i to dosłownie na oczach całego świata.
Wiceprezydent Harris, jako kandydatka Demokratów, zapowiedziała, że „to Ameryka, a nie Chiny, wygra wyścig o dominację w XXI wieku”. Jej kampania skupia się na dalszym rozwijaniu polityki półprzewodników, wdrożonej za prezydentury Joe Bidena, której fundamentem było m.in. wprowadzenie ustawy CHIPS Act, zapewniającej miliardy dolarów wsparcia dla produkcji chipów w USA, a tym samym AI.
Trump natomiast, w swym klasycznym stylu, z energią lansuje pomysł drastycznych ceł na importowane chipy, szczególnie te z Tajwanu. Niedawno na podcaście „The Joe Rogan Experience” stwierdził, że „Tajwan kradnie amerykański przemysł chipów” i zaproponował taryfy tak wysokie, że – jak mówi – „firmy będą wolały produkować chipy u nas za darmo”.
Za kadencji Bidena, amerykańska strategia chipowa zakładała utrzymanie i poszerzenie polityki poprzednika. W praktyce oznaczało to m.in. nałożenie dodatkowych 18 miliardów dolarów w nowych cłach na import z Chin i ograniczenie inwestycji w chińskie sektory technologiczne, w tym sztuczną inteligencję oraz komputery kwantowe.
Mimo wielkich inwestycji i nacisków, Stany Zjednoczone nadal pozostają mocno zależne od zagranicznych dostawców chipów, w szczególności od Tajwanu, który produkuje niemal 60% globalnej podaży półprzewodników i aż 90% najbardziej zaawansowanych chipów wykorzystywanych w sztucznej inteligencji. W sytuacji wygranej Trumpa, na Tajwan może spaść ekonomiczny cios, którego odczują też globalni giganci jak TSMC, dostarczający najnowsze chipy takim firmom jak Nvidia czy Apple.
Bez względu na wynik wyborów, branża chipowa ma na co czekać, bo przyszłe decyzje polityczne USA mogą przetasować nie tylko światowy rynek, ale i pogłębić złożone relacje z Chinami oraz Tajwanem. Półprzewodniki, będące fundamentem dzisiejszej technologii, znów stają się kluczowym elementem nie tylko rozwoju, ale i geopolityki – i to dosłownie na oczach całego świata.